We wtorek polscy pływacy pod opieką trenerów i terapeutów zameldowali się w wiosce olimpijskiej. Dołączyli tym samym do Agaty Korc, która samotnie trenowała w Pekinie przez tydzień. O 10 rano czasu pekińskiego rozpoczęli pierwsze zajęcia w “Wodnej Kostce”.
- Na basenie olimpijskim do niczego przyczepić się nie można – do dyspozycji zawodników jest część główna i rozgrzewkowa – łącznie 20 torów. Trening był raczej lekki – trochę popracowali nad techniką, nad tak zwanym czuciem wody. W zajęciach wzięli udział prawie wszyscy zawodnicy – na życzenie wolne dostał Paweł Korzeniowski – powiedział trener Paweł Słomiński.
- Atmosfera w kadrze jest znakomita. Zawodnicy dobrze się czują, udało się uniknąć jakichkolwiek kontuzji czy chorób. Zaaklimatyzowaliśmy się również do przybliżonych temperatur, ale na szczęście my startujemy pod dachem – dodał. Szkoleniowiec AZS AWF Warszawa wysoko ocenił formę Otylii Jędrzejczak. Ucieszyło go też dobre zdrowie pływaczki.
Zagadką pozostaje jedynie, na jakich dystansach Jędrzejczak wystartuje w Pekinie. Trener Słomiński nie zamierza narzucać jej swoich decyzji. Trzykrotna medalistka z Aten na trzy dni przed pierwszym startem planuje popłynąć wszystkie konkurencje, do których została zgłoszona – 100 i 200 m stylem motylkowym oraz 400 m stylem dowolnym.
Mniej radośnie szkoleniowiec wypowiedział się o innym ze swoich podopiecznych, również faworycie igrzysk – Pawle Korzeniowskim.
- Rzeczywiście chwaliłem go po treningach w Hiszpanii. Niestety ostatnie tygodnie nie były takie, jak bym oczekiwał. Wynika to z filozofii życia Pawła – w końcowym okresie przed startem najchętniej by nic nie robił. Ja bym to rozwiązał inaczej, ale jest dorosłym zawodnikiem – wyjaśnił.
Ostrożnie o formie swoich zawodników wypowiadał się również szkoleniowiec MKP Szczecin, Mirosław Drozd.
- Jeszcze we wtorek rano mieliśmy trening w Japonii, a temperatura basenu wynosiła około 30,5 stopnia. Mimo tego Mateusz Sawrymowicz musiał przepłynąć 4,7 km, miał swoje zadania do zrobienia. Po wyjściu z wody był cały purpurowy – powiedział trener Drozd.
Po przyjeździe do wioski olimpijskiej z niewielkimi emocjami wydarzenia obserwowała 17-letnia Zuzanna Mazurek.
- Nie jestem przestraszona – raczej po prostu zmęczona. Co prawda podróż trwała około trzech godzin, ale kolejnych kilka musieliśmy spędzić na lontnisku w Pekinie – wyjaśniła.
Jak się okazało sprawcą opóźnienia był kontener ze sprzętem medycznym zamówiony przez doktora Roberta Śmigielskiego. Początkowo Chińczycy nie chcieli szezwolić na wpuszczenie go do kraju, a negocjacje trwały kilka godzin.
- Ponoć brakowało nam jakiegoś świstka po chińsku. Nie wiem sam o co chodzi, bo nadaniem sprzętu zajmował się doktor Śmigielski. Zabrali nam akredytacje, skopiowali je, sami wypełnili ten wymagany dokument i po kilku godzinach mogliśmy opuścić lotnisko – wyjaśnił Słomiński.
Po zajęciu pokoi zawodnicy udali się na pierwszy trening w Chinach. Mimo wyczerpującej podróży szkoleniowcy uznali, że odrobina ruchu nie zaszkodzi pływakom. Po krótkiej dyskusji postanowili jednak, że zajęcia odbędą się na obiekcie w wiosce olimpijskiej, a nie głównej pływalni.
Treningi w “Wodnej Kosce” pływacy rozpoczęnli w środę rano. Wieczorem czekają ich kolejne dwugodzinne zajęcia.[onet.pl]
0 odpowiedzi jak dotąd ↓
Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.